Co dziesięć tygodni Alina ma nową grupę. Co dziesięć tygodni staje przed nowymi osobami i stara się nauczyć ich szelestu i szumu polskiej mowy. - Dają radę - śmieje się dziewczyna. -Na początku trochę się płoszą, jak im szumię, ale szybko się przyzwyczajają. I uczą. Chociaż Irlandczycy nie mają specjalnych zdolności językowych. Uczą się, bo mają mocną motywację. - Moich uczniów dzielę na trzy grupy. Pierwsza to biznesmeni i bankowcy -czyli pracownicy wspomnianego banku AIB, ale także menedżerowie Microsoftu itp. Ci chcą nauczyć się rozmawiania z kolegami po fachu. A więc na stopniu podstawowym szlifujemy takie zwroty, jak “halo”, “jak się masz”, “trzymaj się”. Strasznie szumi, nie? - śmieje się dziewczyna. -Mają z tym trochę kłopotów, szczególnie na początku. Druga, najliczniejsza grupa, to ci wszyscy, którzy zakochali się w Polaku lub Polce. I chcą rozmawiać z bliską osobą w jej ojczystym języku. Albo sprawić jej niespodziankę paroma czułymi zwrotami. Lub jadą z drugą połową do Polski na święta i chcą się tam dogadywać, a z drugiej strony dobrze się zaprezentować przed rodziną ukochanej czy ukochanego. Ta grupa ma najsilniejszą motywację i uczy się najszybciej. No i trzecia grupa - Irlandczycy, którzy chcą wyjeżdżać do Polski po to, by u nas uczyć angielskiego. To stosunkowo nowe zjawisko, ale rozprzestrzenia się szybko. Nauka zaczyna się od podstaw. Po dziesięciu tygodniach kursu można zapisać się do grupy zaawansowanej. -No i jeszcze mam kilka osób, którym udzielam indywidualnych korepetycji z polskiego. To ci, którzy chcą nauczyć się szybko. Albo mają jakiś zakres specjalizacji, którego nie sposób poruszać w większej grupie. Efekty? - Moi uczniowie dogadują się, z kim chcą. Odnoszą większe lub mniejsze sukcesy na trudnym polu polszczyzny - ocenia Alina. Sukcesem może być kontrakt, podczas omawiania którego udało się ocieplić atmosferę negocjacyjną kilkoma nieoczekiwanymi zwrotami po polsku. Ale też i wizyta u przyszłych teściów, i życzenie im “dużo seksu” po polsku. - Pamiętam jednego z moich uczniów, który pojechał do Polski. Przysłał mi stamtąd SMS-a: “Alina, to niesamowite, oni mnie rozumieją!”. Jak mi potem opowiedział, był tak rozemocjonowany swoimi umiejętnościami, że w połowie spotkania uciekł do ubikacji tylko po to, żeby mi napisać tę wiadomość. Uczniowie - byli i obecni -kontaktują się zresztą na różne sposoby. Po niedawnym morderstwie na dwóch Polakach wysyłali Alinie maile z wyrazami ubolewania, przepraszali ją osobiście i telefonicznie. - Wielu z nich robiło to po angielsku, ale zdarzało się, że i po polsku - komentuje dziewczyna. Czy w Dublinie da się żyć z uczenia polskiego? - Oczywiście. Ja przecież żyję i nie narzekam na zarobki - mówi wymijająco Alina. I dodaje: -To zresztą biznes rozwojowy. Wciąż mam nowych uczniów na wszystkich kursach i wiem, że tak szybko boom na nasz język się nie skończy. Polki są piękne, Polacy przystojni, wciąż jest nas tu bardzo dużo, więc chęć porozumienia się w naszym języku będzie rosła z roku na rok - przewiduje Małek.
0 Odpowiedzi do “Miłość jest największa”